Właściciele szukali Boryska przez kilka tygodni. Nie wiedzieli gdzie jest, już tracili nadzieję, kiedy zobaczyli zdjęcie Borysa na Facebooku. Borys był w opłakanym stanie, wychudzony, ledwo żywy. Okazało się, że był w lesie, umierał przywiązany stalową linką do drzewa.

Podziel Przypnij Właściciele szukali Borysa przez kilka tygodni, nie wiedzieli, że w tym czasie umiera przywiązany do drzewa

Do kliniki weterynaryjnej zadzwonił pewien mężczyzna, który prosił o pomoc. Był na spacerze w lesie i zauważył wychudzonego psa przywiązanego do drzewa, który potrzebował natychmiastowej pomocy weterynaryjnej. Wychudzony czworonóg nie był agresywny.

Okazało się, że zwierzak na szyi miał ranę. Pozostałość po pułapce, w której najprawdopodobniej spędził ostatnich kilkanaście dni, miał przeciętą skórę – relacjonuje lekarz weterynarii Bogusław Rubaszewski z Trzebnicy. W klinice piesek od razu został zabrany na stół, rana została oczyszczona i zaszyta. Pies dostał antybiotyki, został zaopatrzony. Po tym, jak piesek otrzymał najpotrzebniejszą pomoc, Pan Bogusław wrzucił na Facebooka zdjęcie z pytaniem, czyj to zwierzak. Na wiadomość zwrotną nie musiał długo czekać.

Okazało się, że pies zaginął 6 marca. Od tego czasu był szukany przez swoich właścicieli i ich znajomych. - Dzwonili do mnie nawet tydzień wcześniej. Pytali, czy nikt nie zgłaszał, że widział takiego psa - opowiada Rubaszewski. Jednak wówczas Borysa nikt nie widział. W tym czasie umierał przywiązany do drzewa. Dwa tygodnie wisiał na lince. Nie miał dostępu do wody i jedzenia. Całe szczęście dla pieska i jego właścicieli ta historia kończy się happy endem. Borys jest już w domu bardzo ucieszył się na widok właścicieli - zapewnia weterynarz. Przypomina też, że kilka lat temu w tej samej okolicy zaginął pies, którego później też odnaleziono przywiązanego do drzewa stalową linką. Właściciele szukają oprawcy Borysa.