Słyszeliśmy już o różnych złych rzeczach, jakie przydarzyły się psom, ale w to ciężko jest nam uwierzyć. W Łodzi, w mieszkaniu – w kuchni, obok właściciela-znajdował się ciężko chory, wycieńczony pies. Jego ciało zaczęło się już rozkładać. Odór, jaki wydobywał się z tego mieszkania zaniepokoił sąsiadów, którzy postanowili wezwać policję, ponieważ obawiali się, że w mieszkaniu rozkładają się zwłoki.

Podziel Przypnij Właściciel go zagłodził

62-letni właściciel mieszkania nie otwierał drzwi na żądanie policji, więc na miejsce przyjechali strażacy, którzy weszli do lokalu przez okno. Tam spotkali lokatora (twierdził, że nie otwierał policjantom drzwi, bo usnął) oraz jego 14-letniego psa, który konał na podłodze w kuchni.

Na miejsce wezwani zostali strażnicy miejscy z "Animal Patrolu", którzy mieli przewieźć zwierzę do weterynarza. Jak relacjonują „To było żywe zombie. Pies powinien ważyć około trzydzieści kilogramów, a ważył trzynaście. Jego ciało było już w trakcie rozkładu”.

Właściciel, na pytanie, dlaczego pies nie był leczony, odpowiedział, że nie było sensu.

Podziel Przypnij Właściciel go zagłodził

Twierdził, że próbował karmić psa. Wskazał też na miskę z wodą. Problem w tym, że leżała ona trzy metry od zwierzęcia, które nie mogło się ruszać ! W klinice zajęto się psem.

Weterynarze stwierdzili, że nie widzieli jeszcze psa w tak złym stanie. Mówili, że pasożyty można by było liczyć w milionach albo kilogramach. Niestety nie udało się uratować psa. Sprawą zainteresowała się prokuratura, która zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok psa. Wyniki były szokujące, wykazały, że śmierć nastąpiła na skutek skrajnego niedożywienia. Stwierdzono zakażone rany skórne, gdzie rozpoczął się proces gnilny jeszcze za życia pieska. Na ciele psa były liczne larwy much. Właściciel psa usłyszy zarzuty. Jeszcze nie wiadomo, czy ograniczą się one tylko do nieudzielenia psu pomocy, czy rany na ciele psa powstały na skutek choroby, czy też zwierzę mogło być wcześniej ofiarą przemocy.