Sara była już na skraju wyczerpania, kiedy pracownicy OTOZ Animals z Lublińca zabrali ją od właścicieli. Nie miała budy. Przywiązana była do budynku gospodarczego obok dziury w murze, w której spała. Łańcuch Sary miał tylko pół metra długości, pozwalał jej tylko stać i leżeć. W zasięgu łańcucha miała tylko beton, nie znała zapachu i smaku trawy. Kilka kroków dalej było wejście do domu jej właścicieli, którzy prawdopodobnie nawet jej nie głaskali i nie przejmowali się zbytnio jej obecnością.

Podziel Przypnij Okrutne życie na łańcuchu

Pies nie szczekał, nie reagował na wołania pracowników OTOZ, dlatego Ci na początku myśleli, że jest głucha i ślepa. "Była po prostu smutna i zrezygnowana" - tak obrońcy zwierząt opisują Sarę, 7-letnią sukę rasy wyżeł, którą uwolnili z łańcucha we wsi pod Lublińcem.[/p]

Podziel Przypnij Okrutne życie na łańcuchu

Sara nie reagowała nawet na szczekanie innych psów, widać było jak z tego psa uchodzi życie, ten pies po prostu wegetował! Właściciele nie czynili problemu z jej oddaniem, mówili oczywiście, że zajmowali się psem, ale tego nie mogły potwierdzić późniejsze oględziny psa przez weterynarza - Sara miała nieleczonego guza, była skrajnie wychudzona. Kiedy suczka została przywieziona do hotelu dla zwierząt pod Częstochową, nie chciał wyjść z kojca w którym ją przywieziono. Bała się przestrzeni, a gdy zobaczyła trawę, rzuciła się na nią i jadła przez 20 minut.

Podziel Przypnij Okrutne życie na łańcuchu

Teraz Sara wraca do normalności, jest bardzo spokojna, ale widać, że odzyskuje chęci do życia. Obecnie Sara mieszka w hotelu i czeka na nowy dom.

NIE PRZEGAP