Był taki czas, kiedy zapomniałam, co to znaczy mieć sprawnego, energicznego psa. Mój Pako bardzo długo zachowywał witalność i wielką radość życia, ale w końcu i jego dopadła starość. Ostatnie dwa-trzy lata jego życia to coraz krótsze i krótsze i coraz bardziej powolne wyjścia na siku i kupę. Na więcej staruszek nie miał sił. Aż odszedł w sędziwym wieku 18 i pół lat. I zostaliśmy bez psa.

Kiedy minął pierwszy etap żałoby, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Weekendowe wyjazdy, dłuższe i krótsze wypady, nawet pobyt w ukochanym Budapeszcie, pozostawiały jakiś niedosyt. Nie było innego wyjścia. Trzeba było rozejrzeć się za psem. A najlepiej dwoma. I tak po niezbyt długich poszukiwaniach w domu pojawili się Marcel i Feri. I zaczęło się nowe życie.

Na co dzień. Pies zmusza do wyjścia z domu. Słońce, deszcz, wichura, ulewa, śnieżyca, mgła, rano, w południe, wieczorem, a czasem i w nocy. Brzmi strasznie? Otóż nie! W życiu sama, nieprzymuszona nie zwlekłabym się o drugiej nad ranem z łóżka i nie wyszła z domu. Ale psu chciało się sikać. I tak zobaczyłam niebo pełne gwiazd, księżyc w pełni rozświetlający noc. Gdybym nie wstała, nie usłyszałabym tajemniczych dźwięków wydawanych przez nieznane zwierzę. Inna sytuacja: mżawka, zimno. Najchętniej siedziałabym wciśnięta w róg kanapy i oglądała film albo czytała książkę, ale Marcel i Feri są pogodoodporni i chcą wyjść. No to idę. I okazuje się, że kiedy się dziarsko maszeruje, to wcale nie jest tak zimno, a park w jesiennym półmroku rozświetlonym ciepłym złotym blaskiem latarni wygląda po prostu przepięknie! Nie chce mi się wracać do domu. Ale codzienne spacery trzeba urozmaicać, tym bardziej, że moje siedem łap lubią długo chodzić. No to staram się zmieniać trasę, żebyśmy się nie nudzili. Znam moje miasto, mieszkam w nim od urodzenia. Ale przez całe życie nie znalazłam tylu ciekawych zakątków, co przez ostatnie dwa lata. Wtykamy nosy w najmniejsze dziury. Na przykład znaleźliśmy przystań. No i wreszcie ruchliwość psów skłoniła mnie do kupienia butów do biegania. Nie, nie biegam maratonów. Biegam za Marcelem 

Od święta. Wiele osób waha się, czy mieć psa, bo boją się, że utrudni im to wyjazdy wakacyjne, ograniczy możliwość podróżowania. To zresztą jedna z najczęstszych przyczyn porzucania psów. Zwierzęta podarowane na gwiazdkę w wakacje lądują na ulicy. A przecież można jeździć razem. Trzeba tylko zastanowić się jak i gdzie. Pierwsze wakacje z naszymi huncwotami spędziliśmy w Polsce ( nie ze względu na nie, ale z powodu kota-sercowca, który nie mógł daleko i intensywnie jeździć). Ale w tym roku psy dostały paszporty i ruszyły na podbój Europy. I dzięki nim trafiłam do dwóch bajkowych miejsc, a i dobrze mi znany Budapeszt zwiedzałam zupełnie nowej, nieoczekiwanej strony. Psy pomagają odkrywać nowe!

I na koniec. Dzięki trzyłapemu psu powstał profil Na trzech łapach , i nawiązałam wiele świetnych kontaktów z fantastycznymi ludźmi. Zmobilizowałam się też do bardziej usystematyzowanej działalności w sprawach związanych z pomocą zwierzakom.

A tymczasem do stada dołączył kot…trzyłapy  A więc ciąg dalszy nastąpi…

Podziel Przypnij O zaletach posiadania zwierząt. Część I. – Pies.
Podziel Przypnij O zaletach posiadania zwierząt. Część I. – Pies.
Podziel Przypnij O zaletach posiadania zwierząt. Część I. – Pies.
NIE PRZEGAP
Podziel Przypnij O zaletach posiadania zwierząt. Część I. – Pies.