Na ten wpis trafiliłam na Facebooku, ale od razu stwierdziałam, że muszę się nim z Wami podzielić. To historia Jazgota - niewidomego psa. Pisze jego opiekunka Aleksandra.

Udostępniam ten film FILM, by pomóc Wam przełamać pewne stereotypy dotyczące psów niewidomych. Niewidomy pies, otoczony opieką, może się nauczyć świetnie funkcjonować

Jazgot trafił do mnie ok. 7 lat temu ze schroniska. Z wiekiem stopniowo tracił wzrok, początkowo wpadał w różne przedmioty, z czasem jego oczy stawały się coraz bardziej szklane. Nic nie można było na to poradzić, ponieważ to wiek odbierał mu wzrok a nie choroby. Obecnie nie widzi już nic, zupełnie.

Jazgot świetnie sobie radzi, choć często wpada w ścianę czy jakieś przedmiot. Nauczył się jednak chodzić ostrożnie i wolno, więc nie dzieje mu się krzywda. Pies nigdy się nie zniechęca i zawsze brnie tam, gdzie wymyślił, że dotrze - choć nie zawsze jest to mądry pomysł. Tak naprawdę opieka nad nim nie wymaga ode mnie niczego więcej, niż opieka nad widzącym psem - zachowuje się zupełnie jak normalny pies, z tą tylko różnicą, że czasem trzeba nawigować go (smyczą, głosem, stukaniem by ustrzec go od nagle pojawiających się schodów, czy od drzewa, które jest na linii jego ruchu). Puszczony ze smyczy, na płaskim terenie, radzi sobie świetnie - ma przecież węch i słuch (choć już nie najlepszy). Jazgot uwielbia chodzić po lesie, ciągle wchodzi w jakieś drzewo, ale zupełnie to ignoruje - przywykł po prostu. Nie przepada za obcymi miejscami, ale jeśli ma swoje posłanko, to dość szybko się przyzwyczaja. Boi się innych psów, więc często reaguje na nie agresją. Bez problemu odnajduje swoją miseczkę ;)

Chciałabym wszystkim powiedzieć, że niewidomy pies nie jest kłopotem, nie wymaga specjalnych, nadprogramowych nakładów opieki. Owszem, trzeba zwracać uwagę na przedmioty leżące w jego zasięgu, ale to nie jest nic niezwykle angażującego. Takie psy szybko uczą się geografii domu i terenu, na który chodzą na spacery. Od właściciela wymaga tylko nadzoru...Owszem, takiego psa nie puści się samopas w miasto, ale kto odpowiedzialny robi takie rzeczy?

Nie trzeba się bać adopcji takiego psa. Brak wzroku jest jednak niepełnosprawnością, patrząc po Jazgocie potrafię sobie wyobrazić, jak stresujące byłoby dla niego schronisko w takim stanie - zawsze jest stresujące, ale bez wzroku, na pewno trudniej psu się w tym miejscu odnaleźć. Dlatego zawsze z wielkim bólem serca czytam historię o niewidomych, porzuconych psach.

Gdybym kiedyś znów adoptowała psa, nie wahałabym się ani chwili, tylko wzięłabym właśnie tego, który nie widzi. W końcu to co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu.

Wielokrotnie słyszałam od ludzi, że podziwiają mnie, że nie uśpiłam ślepego psa. Zawsze pytam ich "dlaczego"? Czy usypiamy niewidomych ludzi? Brak wzroku nie przekreśla szansy na normalne, radosne życie, nie sprawia bólu zwierzęciu... Na szczęście wzrok nie jest najważniejszym psim zmysłem, więc psy naprawdę sobie dobrze radzą nie widząc.

Mam nadzieję, że przeczyta to ktoś, kto się waha przy adopcji, bo boi się, że opieka nad takim psem jest jakimś ogromnym wyzwaniem i nie podoła. Podołasz. Na pewno. I będziesz się cieszył, że pomogłeś tak potrzebującemu zwierzęciu

.

Podziel Przypnij Nie bój się adopcji niewidomego psa

Fot. K. Kaźmierska