Były pracownik łódzkiego zoo, używający pseudonimu Animalus, 29 września napisał na swoim blogu długą i rzeczową notkę o swoich przykrych doświadczeniach z pracy i absurdach, które panują w polskich zoo. Na facebooku zaczęto masowo udostępniać jego słowa, aż rozpętało to prawdziwą burzę medialną.

Animalus w łódzkim zoo swoją karierę zaczął od wolontariatu i praktyk, po czym udało mu się trafić na etat do działu ssaków drapieżnych, o którym marzył od zawsze. Okazało się jednak, że jest jednym z niewielu ludzi z powołania na tego typu stanowisku. Większość to przypadkowi ludzie z pośredniaka: bez pasji, bez odpowiedniego przygotowania, bez żadnego powodu, aby pracować akurat w tak specyficznym miejscu pracy, jakim jest zoo. Odwalają oni tylko robotę po najmniejszej linii oporu, nie zwracając w ogóle uwagi na same zwierzęta, które najczęściej żyją w stresie i brudzie, zaniedbane i zanudzone na śmierć... Natomiast odwrotna postawa, kiedy ktoś naprawdę interesuje się losem swoich podopiecznych i stara się im pomóc albo znaleźć jakieś zajęcie czy zabawy, spotyka się z niezrozumieniem.

My naszymi słowami na pewno nie oddanymy tego lepiej niż sam Animalus. Dlatego zachęcamy do zapoznania się z notką źródłową: blog Animalusa

1 października Animalus napisał na swoim profilu facebookowym, że sprawą zainteresowała się na poważnie naczelniczka łódzkiego zoo, a nawet łódzka radna. Trzymamy kciuki, żeby udało się coś zdziałać!

Podziel Przypnij Niby pięknie, ale... Co się dzieje w polskich zoo?

zdjęcie z animalus.blog.pl