W Światowym Dniu Zwierząt, 2010, chory, wyczerpany kotek wpadł do mojego domu. Wyczerpany, chudy, brudny... Był bliżej śmierci, niż życia. Oczywiście, nie miałam serca by z powrotem wyrzucać go na dwór, więc zabrałam go do weterynarza. Nazwałam go Karel. Próbowałam wszystkiego, aby dowiedzieć się, skąd pochodzi, ale bezskutecznie. Został u mnie i teraz żyje mu się wspaniale! A odkąd zacząłem ćwiczyć fotografię, ma mnóstwo zdjęć, które zostały opublikowane w książce. To ucieszyło jego fanów na całym świecie, od słonecznej Kalifornii po zaśnieżoną Norwegię. Możesz czytać jego codzienne rozważania na Flickr i Facebook, i jak jak łatwo jest się domyślić, ma więcej przyjaciół niż ja ;) Cóż, ma wąsy i bardzo śliczne małe łapki. To było do przewidzenia.
Więcej zdjęć: Facebook

Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
NIE PRZEGAP
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda
Podziel Przypnij Moja Gwiazda