Pewnego dnia do mojego ogródka przybłąkał się pies. Zadbany, sympatyczny, z obróżką na szyi. Definitywnie czyjś. Usiadł, dał się pogłaskać. Poczuł się jak u siebie. Dałam mu wody do picia, dostał parę chrupków, które jedzą moje psy i... zasnął. Spał jak zabity dobre trzy godziny.

Potem wstał i czekał pod drzwiami, abym go wypuściła.

Następnego dnia wócił, dał się pogłaskać, napił się, troszkę zjadł i znowu poszedł spać. Sytuacja trwała z przerwami kilka tygodni.

Byłam ciekawa do kogo piesek należy i co mu się przytrafiło. Dlatego kiedy pojawił się znowu, przed wyjściem przyczepiłam mu do obroży kartkę „Chciałabym się dowiedzieć, kto jest właścicielem tego wspaniałego psa i czy ta osoba zdaje sobie sprawę, że niemal każdego popołudnia zwierzak przychodzi do mojego domu na drzemkę?”

Następnego dnia dostałam odpowiedź: „Piesek mieszka w domu z 6 dziećmi, z czego dwójka ma mniej niż trzy lata. Nasz czworonóg próbuje widocznie nadrobić zaległości w śnie. Czy ja mogę jutro do niego dołączyć?"

Podziel Przypnij Kartka na szyi psa