Marcel trafił do nas 2 października 2013. Z taką datą podpisałam umowę adopcyjną.

Psy towarzyszyły nam zawsze, więc kiedy w maju tamtego roku odszedł nasz ukochany Pako, tylko kwestią czasu było przyjęcie do rodziny kolejnych czworonogów. No właśnie! Jak się okazało, to określenie mieliśmy wkrótce zweryfikować?

A było to tak:

Wiedzieliśmy na pewno, że tym razem bierzemy dwa psy. Zabrałam się do tego metodycznie. Bo to decyzja poważna i na lata. A w przypadku psów łatwo o spontaniczne, emocjonalne działanie, które może przynieść więcej szkody niż pożytku. Żadnej więc wyprawy do schroniska i patrzenia w oczy biedaków za kratami. Nie mogliśmy sobie pozwolić na powrót do domu ze schorowanym bernardynem, bo jak bym go wnosiła na czwarte piętro w kamienicy bez windy?!

Zaczęło się szukanie w internecie. Kandydatów niestety nie brakowało. Profile schronisk i ludzi szukających domów dla psich rozbitków wyrzucały mi od kilkunastu do kilkudziesięciu propozycji dziennie. Serce pękało, że nie można pomóc wszystkim.

Ale ten ryjek pokochałam od razu. Kiedy tylko zobaczyłam zdjęcie, wiedziałam, że będzie mój! Potem poznałam jego historię, wypytałam jego tymczasową opiekunkę o wszystko, co się dało. Sama też zostałam przepytana. I tak po kilku dniach do psa, którego zabraliśmy z Palucha, dołączył Marcel.

Marcel ma trzy nóżki. Dokładnej przyczyny amputacji nie znam, bo nawet nasz weterynarz nie jest wstanie rozczytać wpisu swojego kolegi po fachu, więc nie wiemy dokładnie, co się stało i dlaczego operacja była konieczna. Niemniej jednak Marcel radzi sobie na trzech łapach fenomenalnie. Nie sprawdziły się żadne nasze obawy. Pies nie wymaga specjalnej opieki. Skacze i biega równie szybko, jak inne psy. A czasem nawet szybciej. Na ulicy budzi powszechne współczucie i podziw, chociaż naprawdę tego współczucia nie potrzebuje. To wulkan radości i dzikiej energii. Jego ulubioną zabawą jest ganianie za patykiem. Zasuwa z prędkością światła i jest w tym niestrudzony.

A poza tym wyróżnia się nieprzeciętną urodą i wdziękiem. Podbił serca całej rodziny i wszystkich znajomych.

  Nie bałam się wziąć psa, który potencjalnie wymaga większej troski. Kilka ostatnich lat z naszym poprzednim psem, który dożył osiemnastu lat, nauczyły mnie, że nie ma takich trudności, których nie da się udźwignąć. A w przypadku Marcela- póki co- żadne dodatkowe zabiegi i starania nie są potrzebne. To prawda, że wnosimy go po schodach. To prawda, że kiedy coś go ugryzło w łapę i trochę kulał, wpadłam w panikę. To prawda, że kiedy zimą posypią chodniki solą i Marcel skacze na dwóch łapach, z trudem utrzymując równowagę, strasznie przeklinam na służby miejskie. Bo teraz radzi sobie wspaniale, ale nie ma już zapasu i jeśli stałoby się coś złego (odpukajcie w niemalowane, spluńcie trzy razy przez lewe ramię!!!), to wtedy mielibyśmy bardzo poważny problem.[/p]

Teraz jednak mamy psa, który: pędzi za patykiem z prędkością światła, z radością pływa na krótkich dystansach, rzuca się na psy większe od siebie o kilkadziesiąt kilo (pozdrawiamy Henia!), prześladuje rowerzystów i nie przepada za yorkami, może zjeść kilka razy więcej, niż sam waży. I lubi spać pod kołdrą. A jego kumplem, strażnikiem i opiekunem jest eks- paluchowiec z lękiem separacyjnym. Szajka jak z filmu!

O ich wyczynach przeczytacie na fejsbukowym profilu Na trzech łapach.

Profil powstał po to, żeby promować: a) adopcje zwierząt w ogóle i b) adopcje zwierząt niepełnosprawnych, takich jak Marcel.

Podziel Przypnij Ile łap ma pies?

Z Ferikiem.

Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
NIE PRZEGAP
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?
Podziel Przypnij Ile łap ma pies?