Tę historię znaleźliśmy na facebooku na wydarzeniu "Znajdź mnie - sam nie podejdę" , zorganizowanego przez Schronisko na Paluchu. Bardzo nas wzruszyła, dlatego dzielimy się nią z Wami.

"Wszystkim wahającym się - jeden z happy endów po adopcji podręcznikowego lękowego psa. To jest Bunio. W schronisku przebywał ponad rok i zazwyczaj nie opuszczał swojej budy. Jego głównym zajęciem było kompulsywne ogryzanie do krwi tylnych łap, po kilku miesiącach, być może w wyniku stresu, ujawniły się ataki padaczkowe. Dotykany przez człowieka, gdy nie miał możliwości ucieczki, przewracał się jak sparaliżowany i nie kontrolował fizjologii. By wydobyć Bunia z budy, każdorazowo trzeba było zdejmować jej dach. Nie znał smyczy, reagował paniką i ucieczką na trzaśnięcie gałązki, chrzęst ziemi, kamyczek pod butem a nawet powiew wiatru. Nigdy się nie odzywał. Jego socjalizacja trwała około roku, w warunkach schroniska zyskaliśmy jednak tylko tyle, że zaakceptował smycz, powoli poznał i polubił swoje trasy spacerowe a latem duszną budę zamieniał na kopane przez siebie ( gdy nikt nie patrzył ) fosy i okopy, skąd smutno obserwował świat. Bunio od prawie roku ma dom. Zmieniał się bardzo szybko: dobrze zareagował na leki na padaczkę, stał się pewny siebie, kreatywny, pogodny i...szczekliwy! Podejmujcie ryzyko adopcji zwierząt, które nie zabiegają o uwagę zza krat! Zwracajcie uwagę właśnie na te, które boją się zwrócić na siebie uwagę. Zanim dla ich psychiki nie będzie za późno. Naprawdę warto!"

Podziel Przypnij Adopcja lękowego psa - historia z happy endem